Minął rok następują w życiu ciągłe zmiany odchodzi stary Mikołaj, nowy w drogę wyrusza,
każdy z nas z osobna to nic nie znaczy, lecz całość jak trybik w zegarku mechanizm porusza.

Kazik najstarszy stażem pracownik w zakładzie twardy jest jak skała mimo kłopotów jest mu wierny,
słabości jego to rzecz ludzka, lecz jest jak żołnierz który z automatu strzela celnie lecz efekt tego mierny.

Marek spokojny i życzliwy kolega a przede wszystkim dokładny, wałki, tulejki perfekcja wręcz do mikrona,
w pracy i w domu jak ten czas leci, kolejne lata mijają wspomnienia czasu Ursusa to już epoka miniona.

Zbyszek choć drobnej postury za to wielkim sercem chce widzieć świat jaśniejszym choć pracuje w mroku,
życie go przygniata, w którym niejedno chciałby dobrego zrobić, mimo że z pracy do domu wraca o zmroku.

Janusz, tata Marcina można rzec przysłowiowy Dobromir, gdyż swymi pomysłami wiele kontrowersji wywołuje,
w domu dorastające bliźnięta, słabe zdrowie, narzekania, lubi gdy koło niego głośno, szczególnie, gdy honuje.

Artur nasz młody wieczny student, odkrywa tajniki wiedzy z obróbki skrawaniem można rzec blok po bloku,
lecz marzy mu się coś innego Europa, Paryż, cały świat także dobra kariera i dąży do tego krok po kroku,

Janek – junior syn szefa młody uzdolniony chłopak wielce się stara a jego niedociągnięcia to cecha młodości,
konserwator, elektryk i jeszcze ktoś inny, remonty, spięcia, czy uśmiech u niego na twarzy to oznaka radości.

Janek najstarszy pracownik i wielka niewiadoma jak w monologu Hamleta przyjdzie, nie przyjdzie czy będzie,
życie dla niego to wielka gra wygram lub przegram patrzy z optymizmem i nadzieją że świat w końcu zdobędzie.

Zdzisiek z pozoru nieduży, ale duchem i sercem wielki pakuje, składa, przekłada oraz wciska łożyskowe wianki,
gospodarz choć wszędzie go pełno nieco niedoceniony, rachuje, kosi, sprząta, a także myje talerze i szklanki.

Janek tokarz – tu zatoczy tam przetoczy niby nic jednak niezastąpiony gdy przy tokarce stoi i uchwyt się kręci,
także kibic i znawca piłkarski, choć się tak wszystko kręci myliłby się ten co uważa, że świat sportu go tylko nęci.

Robert jest przywiązany do swojej firmy pokrywy, zwolnice nic szczególnego i co dzień wraca mimo kłopotów,
lecz cieszy go wizja zdobytych pucharów przez jego kochane gołębie wracające z dalekich, niebezpiecznych lotów.

Wiesiek jeden z filarów firmy – jeździ, wozi i ustawia odźwierny zakładu, a gdy go poprosisz zawsze pomoże,
wkłada wiele do niego, z niczego coś zrobi po prostu złota rączka, ale czy my to doceniamy – być może.

Darek młody, silny nieco porywczy i głośny, lecz myśli o swojej przyszłości za co mu wielkie ukłony,
nie tylko praca, programy krążą po głowie, ale w wolnych chwilach bieganie, a marzą mu się maratony.

Roman niby niepozorny, ale w pracy niezastąpiony dokładny i drobiazgowy, wiele ciężarów i trudu znosi,
lecz w duszy gra mu muzyka z jego rozgłośni nie disco ale rockowa, że go aż w pracy często ponosi.

Wojtek – majster nasze ogniwo łączące nas z dyrekcją jeżeli jest w stanie załatwi, doradzi, ustawi roboty,
wiele spraw na głowie – ten jest tego nie ma, zamówienia, wysyłka a tu ludzi brak po prostu same kłopoty.

Pani Bogusia nasza zakładowa perełka swym uśmiechem nas rozbraja dbając o nasze osobiste interesy,
siedząc przed komputerem liczy, podlicza, kalkuluje chociaż, dla nas nikłe są z tego efekty – niestety.

Pani Bożena żona szefa firmy kobieta zadbana i zaradna prawdziwa polka matka, która dba o los rodziny,
a także o nas pomimo innych obowiązków przywozi mydło, proszek starając się wywiązać z tego do 12 godziny.

Paweł, jeden z szefów Tomkoru, który wie czego chce i wiele może i z całych sił próbuje trudności pokonać,
choć charakter porywczy, a życie nie ułatwia wszystkiego z myślą o nas i firmie stara się na plus tego dokonać.

Piotr młodszy brat Pawła z natury spokojny i bardzo dokładny i drobiazgowy – złotówki i minuty w ręku trzyma,
ciągle w drodze z towarem po towar, kontrakty, zamówienia a w głowie tłoczą się myśli czy firma to wytrzyma.

No i nestor Zbigniew szef i założyciel Tomkoru wpadnie ze zdrowotnego spaceru gdyż mieszka tuż pod bokiem,
przyjdzie dla zabicia wolnego czasu, popatrzy, pomoże, porozmawia, ogarnie całość swym ojcowskim okiem.

Był też i Jarek długoletni pracownik w firmie, żadnej pracy się nie bał, osobowość nieprzeciętnej postury,
sumienny i nieco nerwowy, choć go życie nie pieściło dobry kompan, który za kołnierz nie wylewał z natury.

Byli też wśród nas wspaniali ludzie jak św. p. Marek oraz Leszek, Andrzej, Gienek oraz mechanik Siekiera,
dobrzy fachowcy i jeszcze lepsi koledzy do których można było się zwrócić, dziś brakuje ich jak cholera.

Oraz piszący tę sagę Waldek całe życie pracujący w metalu teraz u schyłku swej robotniczej kariery,
mimo upływu lat aktywny sportowo – rower, kijki, biegał maratony pokonując kolejne życiowe bariery.

Jak w słowach piosenki i to już koniec i nie ma już nic przepraszam, że się może źle o kimś wyraziłem,
każdy z nas ma swoje wady ale i zalety i w takim dniu jak to w rodzinie kilka słów o każdym skreśliłem.

Waldek

Grudzień 2017

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *