Zaczęło się w lipcu, gdy przeczytałem artykuł o koronie półmaratonów. Trzeba przebiec 5 w różnych miastach wskazanych przez organizatorów, aby zdobyć tą koronę. Ja wtedy miałem na koncie 6 a przed sobą start w Błoniu i Sochaczewie i wtedy pomyślałem że przebiegnę jeszcze u siebie w domu dwa i zrobię swoją prywatną koronę półmaratonów złożoną z 10 biegów.

Tak zrobiłem cztery w zawodach co mi się nigdy w 7 letniej historii mego biegania nie udało i 6 solo po leśnych bezdrożach. Ktoś powie że to nie to, ale półmaraton czy to w Szczecinie, Pile czy gdzieś indziej to jest półmaraton czyli 21 km ciężkiej próby charakteru i silnej woli tym bardziej gdy wyruszasz na walkę z czasem, z dystansem i samym sobą. Po ósmym półmaratonie w Sochaczewie pomyślałem, aby to jakoś ukoronować i zamówiłem dla siebie puchar z dedykacją.

Po pokonaniu dziesiątego w rodzinnym gronie syn Paweł bloger sportowy, biegacz wręczył mi ów puchar. Akurat przyjechał z Warszawy, gdzie biegł w biegu Niepodległości. To od niego zaraziłem się pasją biegania i w kilku imprezach biegowych uczestniczyliśmy razem, Fajnie tak ojciec z synem razem.

Mój pierwszy maraton z synem 2014 r.

Jest to uwieńczenie całorocznego od stycznia do listopada wysiłku setek kilometrów, dziesiątek litrów potu, lato było gorące a po drodze były jeszcze dwa maratony.

Mówią On to ma zdrowie, ale to nie jest do końca prawda. Lata lecą w przyszłym roku przechodzę na emeryturę i zawsze coś tam strzyka i coś boli, ale się nie poddaję. Nie wiadomo jaki będzie rok następny, ale cieszę się z tego co udało mi się osiągnąć teraz i tego się trzymam. Myślę że to jeszcze nie koniec abym buty sportowe chował na trzy spusty.

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *